środa, 30 listopada 2011

Wyznanie Julki .

           " Mamusiu  ,  ja  nie  mogłam   trzymać  za  Ciebie  kciuków   o  12 h. ,  bo  tańczyłam ".  Wyznała   Jula   matce ,  kiedy  ta   przyszła  po  nią  do  szkoły  .
             Dzisiaj  Kasia  ,  zdawała   i   zdała   egzamin  ,   dzięki    któremu   jest   wyżej  w  hierarchii  zawodowej  .  Wszyscy   mieliśmy   trzymać   kciuki  ,   jak   to  zwykle  się   robi   w  takiej   sytuacji  .  Taki  odwieczny  ,   nie   mający   wpływu   na   wynik   egzaminu  ,  gest  .
             Niestety   dziecku   nie  udało   się   ,   siła   wyższa  -  tańczyła  ( Mamusiu  ,  nie  mogłam  tańczyłam   hip -  hopa ) .  Nic  się  nie  stało ,  Juleńko  ,  przy   hip - hopie  ,  absolutnie   nie   można   trzymać  zaciśniętych  kciuków -  pocieszyła  mama , dziecko  .   Pomimo   tego  ,  Matka   zadanie   pozytywnie   wykonała  .  Chwała  Bogu  ,   na   kilka   lat   ma   dziewczyna   spokój  .  Pozostali   członkowie   rodziny   również  .

wtorek, 29 listopada 2011

Dziewczyny dwie .

            Julka  i  Kaśka  .  Córka  i  Matka  .  Wnuczka  i  Córka  .  Oczywiście   emocji   dostarczają   nawet  na  odległość  .  Julka  poleruje  szlify  pierwszoklasistki  ,  Kaśka  pokonuje  stopnie  awansu  zawodowego  .
Babka  i  matka   trzyma  kciuki   ,  przy   okazji   trochę   się denerwuje  .  Tylko  tyle  może  zrobić  ,  wszystko  inne   ma   poza   zasięgiem   i  poza  sobą .
           Bardziej  denerwuję  się  Córką  ,  która  robi  wszystko  z  " poślizgiem " ,  tzn . za  rówieśnikami  .  Niestety   błędy   młodości   jeszcze  nie  odpuszczają  .   Wszystko  dzieje  się  już  na  prostej  ,  ale    o  dwa   kroki   później  .  Trudno  .
          Wnuczka   na   razie  zbiera  najwyższe  notki  ,  cieszy  się  nimi   bardzo  ,  ale   nie  do  końca  rozumie  ich  znaczenie  .  Jest  bardzo  ambitna  ,  co  mnie   trochę  martwi  .  Kasia   była   chorobliwie  ambitna  i  to  było  jej  przekleństwem  .  Poprzeczki  ,  które  sobie  zawieszała  były  zbyt  wysoko  .  Pokonywała  je  ,  ale   był   to  bieg  z  przeszkodami  .   Ambicja   i  zdolności   muszą   iść   w  parze .  Mam   nadzieję   ,   że  u  Juli   będzie  to  dobrana   para  .

niedziela, 27 listopada 2011

Hurra !!!!!

             Wygrałam  konkurs  w  Krainie  Chwilowego Zapomnienia  .  Na  blogu   miłośniczki  książek ,  miłośniczka  jamników  napisała   i  wygrała  ,  naturalnie  książkę  .  Nie  wierzę  ,   muszę   jeszcze  raz  sprawdzić  ,  czy   rzeczywiście  los   tak  chciał  .  Tak , tak -  los  ,  to  nie  był   wybór ,  tylko  losowanie .  Nie  przeszkadza  mi  to  szczerze  cieszyć  się  z  wygranej  (  drugiej   w  moim   życiu  ) .
             Jak  się  czyta  ,  to  się  wygrywa !!!   Ja  czytam  ,  ponieważ   nauczyłam   się   czytać   ,  czytam   bo   lubię  ,  czytam   bo   u  mnie   po  prostu   wszyscy   czytali !!!   Tacy   jacyś   dziwni   ludzie  ,  ta   moja   Rodzina  ,  czytają  .   Tak   sobie   się  ,  dowartościowałam  ,  tym   poprzednim  zdaniem  .   A  co !? Wolno  .
              Sprawdziłam  , "  Excel   był   łaskawy "   i   właśnie   mnie  wylosował  .
             

sobota, 26 listopada 2011

Tydzień temu , nazad .

            W  tygodniu  ,  w  którym  dopadł  mnie  " tumiwisizm  totalny " ,  otrzymałam  optymistyczny  telefon  .  Moja   Córka   powiadomiła   mnie  ,  że   spędzą   u  nas  Święta   i   Nowy  Rok  .  Szczęka   mi   opadła  ,   tak  wcześnie   o  tym   mówisz  -   zauważyłam   zdziwiona   .   Zawsze  się   denerwujesz  jak    zwlekamy   z  decyzjami  -  radośnie  mi   odpowiedziała   .  To  prawda  ,  nie  denerwuję  się  ,  a  wkurzam !!!
            Listopad  -  miesiąc  usypiający  rośliny  ,  zmuszający  ptaki  do  migracji  ,  powodujący  depresje  u  ludzi   ,  dla   mnie  był  łaskawy  .   Dwukrotnie   moje   kochane  dziecko  udowodniło  ,   że " nauka  nie  idzie  w  las ".   Tylko  nie  chciałabym  ,  żeby  w  jej  zachowaniu   znalazła   zastosowanie  studencka  maksyma  -  zakuć  ,  zdać  ,  zapomnieć  .
             Jak   dokonuję  tego  wpisu   ,  mój   piesek   ogląda   świat   przez  szybę  ,  siedząc  na  parapecie   okna .  Słodziak  jeden  .  Nauczyłam  go  tego  ,  bo  ładował   mi   się  na   kolana  ,  jak  siadałam  do  komputera  .   Teraz   mówiąc  brzydko ,   mam  go  z  głowy  .  Tylko  te  jego  oczy  ,  ciągle  są   smutne .

środa, 23 listopada 2011

Zamiejscowa Bratowa .

            Połączyła   nas   przyjaźń   w  odległych   latach   70 - tych  .  Przyjaźń   z   mojej   strony   szczera  i   lojalna   aż  do  bólu  .  Przyjaźń   wystawiona   na  przełomie   XX   i    XXI  wieku  na   próbę  .  Niestety   ta   próba  nią   zachwiała  .   Zabrakło   chyba   empatii   i  chęci   zrozumienia   ,   pewnie   z   obu   stron  .   Staram   się   tak   myśleć   ,  chociaż .....
             Bolało   mnie   to   bardzo   ,   ponieważ   pomimo    niezwykłej   łatwości   w   nawiązywaniu  kontaktów   ,   zaprzyjaźniam   się    rzadko  . 
            Obecnie   moje   stosunki    z  Bratową   ,  są   chyba   więcej   niż   poprawne  .   Tymczasem   Brat   (  pomimo   całej   kokieterii  z  mojej  strony  )  jest   ciągle   obrażony  ,   może  urażony   ,   w   każdym   razie   tak   się   nadal  zachowuje  .
            Otóż  Ci   Państwo  ,  od   lat   prowadzący   rodzinny   small   biznes  ,  wypuścili  się   na  wypoczynek  do  nadmorskiego   ,   polskiego   kurortu   .  Biznes   pozostawiając   pod   opieką  "  prawie  dorosłego  Syna  ,  ale  przy  mamie "  i   dwóch   psów  -  ogromnego   Nowofunlanda   i   malucha   Yorka .      
            Wczoraj   rozmawiałam   z   Bratową   ,   są   wyjazdem   zachwyceni   .  Pogoda   cudowna   ,  hotel  - jego  wyposażenie   i   wyżywienie   spełniają   ich  oczekiwania  .   Ludzi   mało  ,  a   atrakcji   wiele  .  Więc   taplają   się  w  borowinie   i   odtykają   pory   w   saunie  .   Spacerują  i   pełną   piersią   chłoną   jod  ,  trochę   im   te  spacery   zakłócają   ,  drące   bez  żadnych   zahamowań   dzioby  ,  mewy  .  Podobno  drą   się  -  tanio  daję  ,  tanio  daję  ,  tanio  daje  .   Skubane  ptaszki   .  Życzyłam  im   miłego  dopieszczania   somy  ,  psyche   i   face  .
            Dowiedziałam   się   przy   okazji  ,  że  chcieli   zrobić  wypad   na   Bornholm  ,   ale   niestety   promy   już   nie  " chodzą "  .  Szkoda  ,   wtedy   moje   marzenie   udałoby   się   zrealizować   najpierw   mojej    Bratowej   .
             Uwielbiam    nasze   morze    jesienią  i   uwielbiam   nasze   morze  wiosną  .   Latem   jest   nad   nim  " za   gęsto  ".

poniedziałek, 21 listopada 2011

Czytadła .

             Jestem   po  lekturze   Stephana  Kinga    "  Czarna   bezgwiezdna   noc  " ,   a    przy   lekturze    Małgorzaty   Kalicińskiej    "  Dom  ,  powroty   i   miłość   nad   rozlewiskiem   " .   Stephan    King   pozostał   mi   z  czasów  ,   kiedy   wręcz   namiętnie   lubiłam   się   bać  .  Teraz   już   nie   lubię   się  bać  ,  ale   Kinga   poczytuję   wg   pewnej    strategii   ,  tzn .  nigdy  w   nocy  i   bez  nadmiernego   uruchamiania   wyobraźni   .
             Wróciłam    do   "  rozlewiska  " ,   żeby  zneutralizować   aurę   po  Kingu  .  Nie   oglądam   serialu   ,  bo   nie  jestem   wielbicielką   Brodzik  .   Ona    mnie   wręcz   drażni   ,   myślę    sobie   taka   piękna   kobieta  ,  a   taki   ubogi   warsztat   aktorski   ,   takie  skąpe  środki   wyrazu  .  Jestem   w  stanie   przewidzieć   mimikę   jej   twarzy   i   barwę   jej   głosu  .   Mnie   jej   gra   nie   przekonuje  ,  ale   pewnie  się  na  tym  nie  znam  ,  na  dodatek  jestem  ignorantką  .
             Książka   ,   no   cóż    przeczytałam   bo   wypadało  ,   bo   była   na   czasie   i   fali   .  Zachwycało   się   nią   tyle   osób  .  Ta   książka   to   lekkie  ,  sympatyczne   i   fajne   czytadło  .  Tylko  ,  a   no   tak  ,  jest   i   tylko   .   Nie   zaakceptowałam   tego  ,   że   Małgorzata   nazywała   swoją   matkę   Gnomem   .   Mnie   byłoby   przykro    gdyby   moja   Córka   widziała    we    mnie   Gnoma  .   Moja  Córka   widzi   we   mnie   Małą   Mi   i   to   mi   się   podoba   ,   nazywa    mnie    mami    i   to   pieści   moje   ucho  . 

SF.

             Wróciłam  ze  spaceru  z  Kajtkiem   ,   spaceru  ,   który   przebiegał   w  scenerii   SF  ,   lub   Stephana  Kinga  .   Po  pięknym  ,  ciepłym   i  słonecznym   dniu    nad   miastem   zawisła   mgła  .  Gęsta  i  wilgotna   ,   przenikliwa  .  ŁŁoouu  .  Piesiu   siknął   2 X   i  chciał  wracać  ,  ale  poszliśmy  dalej  i  nie  był  to  przyjemny  spacer .  Była   tylko  mgła  ,  Kajtek  i  ja  . Może  jutro  będzie  szadź  ?  I  to  byłaby  piękna  sceneria  .

niedziela, 20 listopada 2011

Pudernica .

             Pudernica  to  ja  .   Pudernica   to  mało  ,  ale  stara  pudernica   to  chyba   zbyt   wiele  .  Pozwalam   sobie   na   taką  autoironię  ,  bo   znowu   tydzień   przeleciał    mi    przez   " paluszki  jak  paróweczki " .  Nie  wiadomo  kiedy  i  nie  wiadomo  dokąd  .
             Mamy   taką   piękną   jesień  w  tym  roku   ,  a   mój   skrawek   ziemi   jeszcze   nie   jest  należycie   przygotowany   do   zimy  .  Właściwie   niby   nie   jest   i   niby   jest   ,   tylko   dlaczego    mnie   to   jednak   nie   satysfakcjonuje  ? .  Zaczynam   mieć  wyrzuty  sumienia   ,   więc   chyba   coś  zaniedbałam   ,   no   i   pojawiły   się   dylematy  .  Oto   one  :
              1)  Co   zrobić  w   sytuacji  ,   w   której    " jak  nie  urok  , to  przemarsz  wojska " .
              2)  Co  zrobić   w   sytuacji  ,   kiedy   masz   jedynie  ochotę   na  " tumiwisizm   totalny " .
              3)  Co  zrobić  w  sytuacji   ,   kiedy    chce   ci   się   czytać   i   przy   okazji   zapominasz   o   bożym  świecie  ?
              4)  Co   zrobić  w  sytuacji   ,  kiedy   w   polityce   tyle   się  dzieje  ,  a   ty   masz  politycznego  hyzia  ?
            Myślę   ,  że   należy   poddać   się   chwili   i   ja   się   tym   chwilom   poddawałam  .  W  końcu  jestem   przecież  wolnym  człowiekiem  ,  a   że   z  piętnem   "  tumiwisizmu "  ?! .  No  cóż  ,  nie  ma  ludzi  idealnych  .
              O , właśnie   przypomniał    mi   się   film   z   Marilyn   Monroe  ,  który    kończy  się   takim   stwierdzeniem  :  "  nikt  nie  jest   idealny " .   Tytuł   wyleciał   mi   z  głowy   ,   ale   chyba   to   była   komedia   "  Pół   żartem    pół   serio   ".  Sytuacja   była   wprawdzie    zupełnie   inna   ,  ale   cóż  z  tego  ,   może   moje  życie   to   też   komedia  ?


 

sobota, 12 listopada 2011

Niestety .

            Mazury  chociaż   piękne  ,   nie   okazały   się   być   współczesnym  cudem   natury  .  Szkoda  ,  ale  żeby  " szklanka  nie  była  do  połowy  pusta  ,  tylko  do  połowy  pełna " ,  znalazły   się  w  czternastce  najpiękniejszych   miejsc   świata  .  Osłody   dodaje   fakt  ,  że   jako   jedyne   miejsce  europejskie  .  To  mnie  też  cieszy  ,   bo   cieszy   mnie  wszystko  co  pozytywnie   promuje  Polskę .
            Taki   był   finał  wczorajszego  dnia  .  Preludium   do   finału   to   cały   gar   dziegciu  ,  zafundowany  przez   manifestantów   z   okazji  Święta  Niepodległości  ,  zarówno   tych  z  Marszu  Niepodległości  (prawica ) ,  jak   i   tych   z   Kolorowej    Niepodległości  ( lewica )  .  Obrzydliwa   chuliganeria   ,  niszcząca   najwyższe  wartości   niepodległościowe  ,  wykorzystująca   każdą   okazję  do  wywołania  burd   i  do  demolki  .   Hołota  ,  która   nawet   nie   uświadamia   sobie  ,   że   istnieją   ludzie   którzy   Mazurka  Dąbrowskiego  ,  wysłuchują   zawsze  " na  baczność "  i   nie  ma   znaczenia   to  ,  że  przed  telewizorem  .
            Zdecydowanie  demokracja   jest   zbyt  demokratyczna .

czwartek, 10 listopada 2011

Zatraciłam się .

           W  ostatnim   czasie   nieomal  się  zatraciłam  ,  ponieważ  poświęciłam  się  ,  a  może  nawet   całkowicie  oddałam  - polityce  .  Zaczynam  się  zastanawiać  ,  czy  to  przypadkiem  nie  zaczyna  mieć   znamion  uzależnienia  .  Całe  szczęście  ,  że  są   książki  ,  książka  jest  w  stanie  oderwać  mnie  od  polityki  ,  ale  tylko  książka  ,  no  i  spacer  z  Kajtkiem  .
          Tymczasem   jesień   zaczyna  pokazywać   pazurki   i   prawie   tego   nie  zauważam  .  Niestety  jej  drugie  oblicze  ,  mgliste  i  dżdżyste  zupełnie  mnie  nie  zachwyca  .  Na  szczęście  nie  ma  jeszcze  jesiennej   pluchy  .  Dzisiaj   w  nocy  ma  być  przymrozek  ,  a  moje  agawy  jeszcze  na  dworze  ,   muszę   je   zaraz  zabrać  .  Przy  okazji   powieszę  flagę  ,   przecież   jutro  Święto  Niepodległości  .
          Jak  każdego  roku   pojechałam  dzisiaj  na  cmentarz  ,  żeby   zapalić   mojemu   śp . Tacie  ,  światełko  na  okoliczność  tego  Święta  .  Przy  okazji   największego  Święta  Państwowego   pozwalam  sobie   na   makabryczny   żart  - światełko  nie  jest  tylko  wyrazem  szacunku  ,  hołdu   i  podziękowania ,  za  wkład   w  niepodległość  -  ale  ma  także  mojemu   śp .  Tacie  "podgrzać nóżki " ,   zawsze   bardzo  marzł  w  stopy .  Mam  to  po  nim  ,  zresztą   nie  tylko  to  ,  ale  całe   50%  genotypu  i   najgorsze  w  tym   geny  ,  przekazujące   komórkom   pamięć   dotyczącą  wagi  .  Koszmar  ,  już  pewnie  do  końca  życia   pozostanę  delikatnie   mówiąc  okrągła  .  Dobrze  ,  że  w  młodości  tego  nie  doświadczyłam  .  Walka  z  tuszą   jest  dla  mnie  tym  ,  czym  dla  Don  Kichota  walka  z  wiatrakami  .   Na  osłodę  tego  faktu  ,  cieszę  się  ,  że  przyszło  mi  do  głowy  takie  poetyckie  porównanie  .

sobota, 5 listopada 2011

Smutny miesiąc .

           Listopad  .  Pięknie  ustrojony  kolorami  .  Zwykle  kojarzony  ze  smutnymi  świętami  ,  smutny  miesiąc  .  W  tym  roku  cudowny  ,  ciągle   jeszcze  przepełniony  zapachem  ,  kolorytem   złotej   polskiej  jesieni   i  roztańczony   chmarami   drobnych  muszek  . Te  duże  ,  też  jeszcze  bzyczą  w  mieszkaniu  .  Drażnią  Kajtka  i  mnie  też  . 
            Smutne  święta  poruszają   tysiące  serc , zmuszają  tysiące  ludzi  do  przemieszczania  .  Dlaczego  są  smutne  ,  skoro  najbardziej  rodzinne ? Pamięć  o  najbliższych   musi   trwać  wiecznie  ,  choćby  zamknięta  w  kamieniu  . 
             Zdziwienie   i   wzruszenie  ,   to   emocje   których   doświadczyłam   dzięki   Kaśce  .  W  Dzień  Zaduszny  ,  moje  dziecko  ze  swoim  dzieckiem  i  mężem  ,  wybrało  się  na  cmentarz  .  Nic  dziwnego ,  ale  po  powrocie  okazało  się  ,  że   przeszła   z  Julką   trasę  ,   którą  ja  z   nią   pokonywałam   kiedy   była  dzieckiem  .  Julka  stawiała  światełka   na   grobach  żołnierzy  ,  pod   tablicą  katyńską  ,  tablicą   nienarodzonych  ,  w   kaplicy  .   Zdziwiłam   się  ,  ponieważ  wiele   moich   zachowań   Kasia  negowała  .  Wzruszyłam  ,  bo  -  niech  się  uczy  i   pamięta  -  powiedziało  moje  dziecko  .  Nauka  nie  poszła  w  las  ,  pomyślałam  sobie .
             Cmentarz   był   wyjątkowo  piękny  w  tym  roku   dzięki  pięknej   pogodzie  ,  tysiącom  ludzi  ,  tysiącom  świateł   i   tysiącom  wzruszających  wspomnień   .