sobota, 20 października 2012

Co mi zrobisz ?

                 Co  mi  zrobisz,  jak  mnie złapiesz?  Prawie  słyszę  jak  opadające  z  drzew  liście,  zadają  mojemu  pieskowi  takie  pytanie.  Kajtek  wśród  liści  normalnie  szaleje,  całą wiosnę  i  lato  chodził  na  smyczy,  chociaż   jesienią  sobie  pobaraszkuje.  Jest  niewyczerpywalny,  szaleje do  momentu  padania  na  mordkę.  Zieje ze zmęczenia  i  śmieje  się  jednocześnie. Lubię  spacery  z  moim  psem  i  tę  jego  nieokiełznaną  zwierzęcą  radość.  Cieszę  się  bardzo,  że adoptowałam  tego  konusa.  Podczas dzisiejszego  spaceru,  dodatkowo  oplatał  się  kilometrami  nitek  babiego  lata,  był  zdziwiony,  zaskoczony  i  bardzo  niezadowolony.  Konieczna  była  interwencja  pańci, bo  dopiero  ona  uwalniała  go, od  tego  czegoś.
                Co  mi  zrobisz?  to  też  pytanie  ostatnich  jesiennych  kwiatów  w  moim  ogródku.  Ja  nie  robię  nic,  pozwalam  im  jeszcze  kwitnąć. W moim ogródku  nadal  kolorowo. Przez  ostatnie  dni  tumany  muszek  jeszcze się  nad  nimi  kręcą  i  biedronki,  tabuny  biedronek.
                Szkoda  mi  tylko,  że  za  kilka  dni  piękna  tegoroczna  jesień,  będzie  już  tylko  wspomnieniem.

wtorek, 9 października 2012

Jesień.

                   Należę  do osób  lubiących  jesień,  nawet  bardzo. Urzeka  mnie  w  niej  wszystko  koloryt,  zapach,  dźwięk.  Podobnie  jak  wiosnę,  odbieram  ją  wszystkimi  zmysłami.  Dzisiejszy  poranek  znowu  odkrył  jej  kolejne  oblicze,  jeszcze  niby  nie  drapieżne,  ale  już  z  takim  posmakiem.  Słońce  jasno  i  ostro  świeci,  niebo  zachwyca  błękitem,  powietrze  przejrzyste,  dźwięczne  z  przyjemnością  oddycha  się   przysłowiową  "pełną  piersią",  rosa  na  trawie.  Tylko  liście  na  jarzębinie  jakieś  zwarzone,  wróble  jakieś  nastroszone,  młode  szpaki  w piórach  obsypanych  paciorkami,  wyciszone.  Na  dodatek  Kajtek  pozbawiony  ochoty  na  dłuższy  spacer,  jedynie  na  igraszki  z  ptakami  chętnie  by  się  załapał.
                   To  już  jesień,  jeszcze  piękna  ale  coraz  jej  bliżej  do  tej  z  wiersza,  kurcze czyj  to  jest wiersz  -  Staffa , czy kogo? nie  pamiętam,  ale  sprawdzę:
                                 
                                    ... " o szyby  deszcz  dzwoni,  deszcz  dzwoni  jesienny,
                                           i  pluszcze  jednaki,  miarowy, niezmienny,
                                          dżdżu krople spadają  i  tłuką  w  me  okno,
                                          jęk  szklany,  płacz  szklany  i  szyby  w  mgle  mokną,
                                          i światła szarego blask  sączy  się  senny,
                                          o  szyby  deszcz  dzwoni,  deszcz  dzwoni  jesienny"....
                
                   Takiej  jesieni  to  już  nawet  i  ja  nie  lubię.  Znoszę  jeszcze  jako  tako  deszcz,  ale  wiatru  niestety  nie  znoszę  o  każdej  porze  roku.
                   Sprawdziłam,   zacytowałam  fragment  wiersza  Leopolda  Staffa " Deszcz  jesienny".
                

              

poniedziałek, 8 października 2012

Łaskawy czas.

                   Skończyło  się  lato,  które  dla  mnie w  tym  roku  było niezwykle  łaskawe.  Nie  było  obezwładniających  upałów,  których  tak  nie  lubię.  Skończyły  się  letnie  wieczory,  a  z  nimi przesiadywanie  na  powietrzu  do  późnej  nocy,  z  psem  na  kolanach.  Skończyło  się  wdychanie  zapachów  letniej  przyrody,  wyłapywanie  dźwięków  i  wypatrywanie  cieni   nocnych  zwierząt.  Nadszedł  czas  łaskawy  dla  książek.
                  Ostatnio  trochę  "robiłam  w  piórach",  więc  przez  jakąś  pewnie  tylko  przeze  mnie  zrozumiałą  analogię,  sięgnęłam  po  "Ptaśka"  Williama  Whartona. Odkryłam  ją  na  nowo  i  na  nowo  się  zachwyciłam.  Nie  tylko  jej  treścią  o  przyjaźni,  miłości,  wojnie  i  obsesji,  ale  zachwyciłam  się  wyobraźnią  Whartona,  lekkością   przelewania   wytworów  tej  wyobraźni  na  papier. Wobec  takiego  kunsztu  rozdziawiam  gębę,  chylę  kark  i  padam  na  kolana.
                   Zastanawiam  się  też  nad  sobą,  dlaczego  lubię  taką  literaturę.  Czy  dlatego,  że  sama  jestem  skomplikowana  czy  dlatego,  że  jestem  wymagająca  czy  dlatego,  że  najbardziej  kocham  niewyobrażalne  dla  zwykłego  śmiertelnika,  wytwory  wyobraźni?
                  Kilka  wpisów  wcześniej  zastanawiałam  się,  czy  uda  mi  się  w  tym  roku  przeczytać  trzecią,  powalającą  mnie  na  kolana  książkę. Tak  udało  się,  jest  nią  "Ptasiek".  Wprawdzie  poprzednie  książki,  to  były  "świeżynki" ale  nie  zmienia  to  faktu,  że  odświeżony "Ptasiek"   mnie  powalił.