niedziela, 30 września 2012

Więc jestem...

                   Zawsze  uważałam,  że  mój  język  ojczysty  jest  piękny  nie  tylko  dlatego,  że  jest  piękny, ale  również  przez  to,  że  jest  tak  niezwykle  bogaty  w  określenia,  synonimy,  "natężenia  i  nasycenia" mocy  słów.  Niestety  dzisiaj  tych  słów  mi  zabrakło.  Urok  dzisiejszego  poranka  powalił  mnie  na  kolana,  doprowadził  do  rozdziawienia  gęby,  pozbawił  możliwości   logicznego  myślenia  i  wyrażania  tych  myśli.
                  Dżezuu.  To  dźwięczne,  błękitnie - przejrzyste,  rześkie  powietrze,  te  promienie  wschodzącego  słońca  dotykające  kropli  rosy  na  trawie,  kropli  wielkości  pereł  i  ta  eteryczna  mgiełka  nad  trawą.  Widok  zapierający  dech  w  piersiach.  Widok,  który  pozostanie  tylko  w  zakamarkach   mojej  świadomości  bo  ani  opisać,  ani  namalować  tego  nie potrafię.  Przede  mną  mój  pies   kręcący  swoją  niskopienną  pupką,  radośnie  podążający  na  spacer  i  jakby  zupełnie  "przypadkiem"  w  stronę  stadka  wróbli.  Rozpierzchły  się  natychmiast,  zadowolony  maluszek  podreptał  dalej,  szybko  przebierając  krótkimi  nóżkami.
                 W  takich  chwilach  mogę  być  tylko  tak  po  prostu,  po  ludzku  szczęśliwa. Więc  jestem  szczęśliwa.
                   

sobota, 29 września 2012

Ta dąąąą...

                   W  końcu  moja  trzytygodniowa  wędrówka do dentysty,  zakończyła  się  w  czwartek  wypełnieniem  kanału  i  założeniem  plomby. I  to  jest  pierwsze  ta dąąąą.  W  ten  sam  czwartek - jako, że  nie  lubię  "pustych  przebiegów" -  udało  mi  się  kupić  wsypę  w  piórka  dla  Julki,  wcześniej  już   ich  nie  było. To  jest  drugie  ta dąąąą.  Poza  tym  poznaję  swoje  miasto  na  nawo,  bo  poruszam  się  per  pedes  i  to  jest  trzecie  ta dąąąą.  Autka  nadal, niestety  nie  mam  i  jest  mi  zupełnie  fajnie,  chociaż  czasami  bywa  ciężko.
                    Najmilszy  jest  jednak  ogródek,  nie  znoszę  chodzenia  po  ulicach, biegania  po sklepach.  Zmusza  mnie  do tego  jedynie  konieczność,  której  z  przyjemnością  jest  zupełnie  nie  po  drodze. Natomiast  praca  w  ogródku  posuwa  się  do  przodu  małymi  krokami,  czasami  nawet  tzw.  tip  topami,  ale  posuwa. Wczoraj  kupiłam  dwa  cyprysiki  strzeliste,  które  planowałam  zaraz  posadzić  i  nie  posadziłam,  wietrzysko  tak  przeokropnie  wiało,  że  musiałam  zrezygnować.  Do  poniedziałku  wytrzymają.  Nie  mają  biedaki  wyjścia.  Z  żalem  patrzę  na  kolejne  przemijanie  i  tylko  myśl,  że  do  wiosny  coraz  bliżej  dodaje  mi  otuchy.
                   

niedziela, 23 września 2012

Popadłam.

               Tak  sobie  zupełnie  niechcący  popadłam  w  marazm  blogowy.  Giga  mnie  dzisiaj  obudziła  i  dziękuję  jej  za  to.  Nie  jest  tak,  że  nic  się  u  mnie  nie działo  i  dlatego  milczałam.  Działo  się  działo,  dobrze  się  działo  i   źle  się  działo.  O  złym  na  razie  pisać  nie  będę,  a  o  dobrym  napiszę   przy  okazji.
               Teraz  napiszę  o  czymś  takim,  bardziej  zaskakującym.   Otóż  przesypywałam  pierze!  Ludzie  w  XXI  w.  wykształcona,  wprawdzie  już  emerytka,  ale   mieszkająca  w  cywilizowanym  kraju  kobieta,  przesypywała  pierze.  To  dopiero  była  robótka.  Czyściuteńkie,  wyprane  pierze  cierpliwie  czekało,  ale  ja  zabierałam  się  do  tego  jak  "rak  do  chodzenia" - od  ubiegłego  roku.  Wstrzymywał  mnie  brak  wsyp  i  świadomość,  że  musiałabym  je  najpierw  uszyć.  Żeby  je  uszyć  trzeba  kupić  imlet,  wyciągnąć  maszynę  i  szyć,  a  to  cholernie  dużo  roboty (żarty  sobie  stroję).   Niestety   w  tych  swoich  poglądach  byłam  w  XIX w.!
              Otóż,  w  cywilizowanym  kraju  można  kupić  gotowe  wsypy!  Powiedziała  mi  o tym  też  wykształcona,  będąca  na  stanowisku  i   mieszkająca  w  cywilizowanym  kraju,  nawet  w  mieście  większym  od  mojego, kobieta.  Prywatnie  moja  przyjaciółka.  Ludzie,  jaka  ja  byłam  zaskoczona  tą  wiadomością.  Nie  dziwi  mnie  to,  że  w  obcym  kraju  na  lotnisku,  może  czekać  na  ciebie  wypożyczony  samochód  i  można  nim  podróżować  po  całym, obcym  kraju.  Zdziwiło  mnie  to,  że  można  kupić  gotowe  wsypy!  Kupiłam  śliczne,  różowiutkie  w  białe  piórka.  Dwie  poduchy   i  dwa  jaśki  czekają  na  swoich  nowych  właścicieli.  Naturalnie  dostanie  je  Kasia.  Przede  mną  jeszcze  zrobienie  w  tym  tygodniu,  takiego  samego  zestawu  dla  Julki.  Julka,  to  było  takie - plum,  ponieważ  już  kiedyś  zrobiłam  jej  poduszkę,  ale  teraz  zrobię  taką...dorosłą.
  

wtorek, 4 września 2012

Meteo - jesień.

                   Po  tygodniu  ujarzmiania  bólu  krzyża,  pomyślałam  sobie,  że  trzeba  skończyć  z  tymi  pieszczotami.  Wysmarowana  "końską  maścią",  po spożyciu  łakoci  w  postaci  tabletki  p. bólowej,  zeszłam  do  ogródka.
                  Cudownie  piękny  wczesnojesienny  czas,   czas  spokoju  i  ciszy.  Nie  było  nawet  gawronów,  tylko sikorki  koncertowały.  Zauważyłam,  że  ptaków  jest  bardzo  mało,  jakby  z  roku  na  rok  coraz  mniej.  Gdzie  się  podziały  radosne  i  wszędobylskie  wróble?  Już  w  pierwszej  połowie  sierpnia  zniknęły  gdzieś  jaskółki  dymówki,   tak  nagle,  z  dnia  na  dzień.  Pojawiały  się   jeszcze  sporadycznie  jaskółki  oknówki,  ale  od  kilku  dni  i  ich  już  nie  widzę.  Natomiast  o  20  wieczorem,  bezszelestne  loty  rozpoczynają  nietoperze. 
                  Nie  poszalałam  za  bardzo  na  swoich  "hektarach",  ponieważ  zbyt  wyraźnie  czułam  ból   krzyża  i  pleców.  Oczywiście   nie  mogło  obyć  się  bez  przesadzania  kwiatów.  Przemknęła  mi  przez  głowę  myśl - czy  ja  kiedyś  z  tym  przesadzaniem  skończę?  Pewnie  tak,  ale  dopóki   koncepcja  ogródkowa  będzie  ciągle  modyfikowana  to  i  przesadzanie  będzie.  Jak  dobrze,  że  mam  ten  ogródek,  bo  chociaż  mały  to  roboty  w  nim  wiele.
                  Jesień  już  za  płotem,  nie  oszukujmy  się  i  nie  łudźmy,  za  płotem.  Podobno  ma  być  piękna  w  tym  roku.  Jesień  meteorologiczna  już  trwa  i  jest  piękna.