niedziela, 30 września 2012

Więc jestem...

                   Zawsze  uważałam,  że  mój  język  ojczysty  jest  piękny  nie  tylko  dlatego,  że  jest  piękny, ale  również  przez  to,  że  jest  tak  niezwykle  bogaty  w  określenia,  synonimy,  "natężenia  i  nasycenia" mocy  słów.  Niestety  dzisiaj  tych  słów  mi  zabrakło.  Urok  dzisiejszego  poranka  powalił  mnie  na  kolana,  doprowadził  do  rozdziawienia  gęby,  pozbawił  możliwości   logicznego  myślenia  i  wyrażania  tych  myśli.
                  Dżezuu.  To  dźwięczne,  błękitnie - przejrzyste,  rześkie  powietrze,  te  promienie  wschodzącego  słońca  dotykające  kropli  rosy  na  trawie,  kropli  wielkości  pereł  i  ta  eteryczna  mgiełka  nad  trawą.  Widok  zapierający  dech  w  piersiach.  Widok,  który  pozostanie  tylko  w  zakamarkach   mojej  świadomości  bo  ani  opisać,  ani  namalować  tego  nie potrafię.  Przede  mną  mój  pies   kręcący  swoją  niskopienną  pupką,  radośnie  podążający  na  spacer  i  jakby  zupełnie  "przypadkiem"  w  stronę  stadka  wróbli.  Rozpierzchły  się  natychmiast,  zadowolony  maluszek  podreptał  dalej,  szybko  przebierając  krótkimi  nóżkami.
                 W  takich  chwilach  mogę  być  tylko  tak  po  prostu,  po  ludzku  szczęśliwa. Więc  jestem  szczęśliwa.
                   

4 komentarze:


  1. Tez doświadczam takich uczuć o odczuć.Przesypiamy najlepsza porę dnia.
    Dobrze,że są psy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O,przepraszam.Mam nadzieję,że do późnej starości będę "rannym ptaszkiem". To nie pies mnie budzi,to ja budzę psa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę(zdarza mi się czasem),że te chwile,emocje i doznania,których nie umiemy nazwać a cieszymy się nimi,to właśnie jest szczęście ; ma ich być jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak,masz rację to jest szczęście!
    Dlaczego wobec tego uważane jest za nieosiągalne?

    OdpowiedzUsuń