środa, 30 stycznia 2013

Nie udało się.

                 Oj,  niżowy  ja  mam  dzisiaj  nastrój,  niżowy.  Śniegu  już  nie  ma,  niebo  płacze,  silniej  wieje  wiatr  i  jakby  tego  było  mało,  to i  biomet  niekorzystny.  Dla  mnie  to  już  zbyt  wiele,  ale  to  jeszcze  nie  koniec. Pomimo  pogody  do bani,  niekorzystnego  biometu,  jest  jeszcze  inny  przykry  dodatek.
                    Wczoraj  w  szkole  Julka  poślizgnęła  się, upadła  na  prawą   rękę,  pękła  jej  kość  promieniowa  i  ma  gips na 3 - 4 tygodnie, od  śródręcza  do  łokcia,  na  szczęście  lekki.  Wiec  babka  w  rozsypce,  całkowitej.  A  wczoraj  wydawało  mi   się,  że  jakoś  to  zniosłam.  Noc  jednak  ten  mój  spokój  zweryfikowała,  ani  snu,  ani  spokojnych  myśli,  chociaż  wielkich  powodów  do  niepokoju  nie  ma.  Młode  kostki  i  "tylko  pęknięcie",  więc  wszystko  musi  iść  w  dobrym  kierunku.  Tylko  dlaczego  moja  głupia  natura,  znajduje  takie  upodobanie  w  zamartwianiu  się?.  Cholera,  nie  wiem.
                  Nie  udało  się  mojej  wnuczce,  wyjść  cało  z  poślizgu,  tak  jak  to  się  udało jej  babce. Widocznie  limit  szczęścia  podczas  upadków,   wyczerpała  babka.  Zachłanna  ta  babka  jak  cholera..

2 komentarze:

  1. Pewno bym upadek wnuczki przeżywała podobnie. Tak to już bywa z Babciami. Wnuczka jest młodziutka i kostki się szybko zrosną. Gorzej by mogło być z Babcią, więc się ciesz, że miałaś szczęście. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak by było z babcią,wolę nie myśleć.Julka chodzi do szkoły,nawet była na balu karnawałowym.Jest dobrze,na szczęście.Przesyłam serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń