czwartek, 9 maja 2013

Ja pierniczę...

         Czas  niestety  nieubłaganie  upływa.  Natomiast  ja  nie  rejestruję  tego  upływu  w  realu?!  Kilkakrotnie  już  pisałam,  że  ogromne  zdziwienie  wzbudza  u  mnie  twarz  tej  pani,  która  patrzy  na  mnie  z  lustra.  Tym  bardziej,  że  do  lustra  zaglądam  może ... raz  dziennie?  Bo  jeśli  chodzi  o  mnie,  to  lustra  mogłyby  nie  istnieć.  Znowu  potwierdzam  swoją  teorię:  mało  jest  we  mnie  kobiety  w  kobiecie,  oprócz  naturalnie  atrybutów.  Tych  mam  akurat  obfitość.  Więc  zdziwienie  moje  jest  ciągle  ogromne,  że  czas  jednak  nie  stoi  w  miejscu.  Pisałam  też,  że  dopiero  spojrzenie  w  dowód  mówi  mi  (drukowanymi  literami ),  ile  to  ja  mam  lat!  A  wiadomo,  do  dowodu  zaglądam  jeszcze  rzadziej  niż  do  lustra. Codzienne  życie  przypomniało  mi  dzisiaj  okrutną  prawdę:  Alko,  ty  masz  yhy, yhy,  yhy ... lat!
         Jak  ja  dzisiaj  dostałam  w  kość.  Ja  pierniczę,  jak  ja  dzisiaj  dostałam. Praca  była  wprawdzie  nie  taka  zwykła,  codzienna  ale  też  nie  była  dla  mnie  pierwszyzną.  Nie  będę  się  rozpisywała,  bo  to  praca  cmentarna  była,  na  dodatek  okazała  się  być  bardzo  satysfakcjonująca.  A  że  dostałam  w  kaczy  kuper,  no  trudno.  Ale  Mamusia  i  Tatuś  mają  za  to  pięknie.
          Ciekawostka.  Dzisiaj  już  9  maja,  a  Kajtek  nie  ma  uczulenia!  Poza  tym  jak  słusznie  zauważył  mój  Brat  nie  ma  jeszcze  tych  okropnych  muszek,  od  ugryzienia  których  oboje  mamy  uczulenie.  Matko,  jakie  straszne  jest  to  uczulenie.  Na  samo  wspomnienie  wszystko  mnie  swędzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz