W końcu moja trzytygodniowa wędrówka do dentysty, zakończyła się w czwartek wypełnieniem kanału i założeniem plomby. I to jest pierwsze ta dąąąą. W ten sam czwartek - jako, że nie lubię "pustych przebiegów" - udało mi się kupić wsypę w piórka dla Julki, wcześniej już ich nie było. To jest drugie ta dąąąą. Poza tym poznaję swoje miasto na nawo, bo poruszam się per pedes i to jest trzecie ta dąąąą. Autka nadal, niestety nie mam i jest mi zupełnie fajnie, chociaż czasami bywa ciężko.
Najmilszy jest jednak ogródek, nie znoszę chodzenia po ulicach, biegania po sklepach. Zmusza mnie do tego jedynie konieczność, której z przyjemnością jest zupełnie nie po drodze. Natomiast praca w ogródku posuwa się do przodu małymi krokami, czasami nawet tzw. tip topami, ale posuwa. Wczoraj kupiłam dwa cyprysiki strzeliste, które planowałam zaraz posadzić i nie posadziłam, wietrzysko tak przeokropnie wiało, że musiałam zrezygnować. Do poniedziałku wytrzymają. Nie mają biedaki wyjścia. Z żalem patrzę na kolejne przemijanie i tylko myśl, że do wiosny coraz bliżej dodaje mi otuchy.
Najmilszy jest jednak ogródek, nie znoszę chodzenia po ulicach, biegania po sklepach. Zmusza mnie do tego jedynie konieczność, której z przyjemnością jest zupełnie nie po drodze. Natomiast praca w ogródku posuwa się do przodu małymi krokami, czasami nawet tzw. tip topami, ale posuwa. Wczoraj kupiłam dwa cyprysiki strzeliste, które planowałam zaraz posadzić i nie posadziłam, wietrzysko tak przeokropnie wiało, że musiałam zrezygnować. Do poniedziałku wytrzymają. Nie mają biedaki wyjścia. Z żalem patrzę na kolejne przemijanie i tylko myśl, że do wiosny coraz bliżej dodaje mi otuchy.